Dziś krótki reportaż z imprezy, która odbyła się już półtora miesiąca temu. Jednak w tamtym czasie nie nadążaliśmy z dodawaniem zdjęć, więc teraz nadrabiamy zaległości. Wzmiankowana impreza to plenerowy piknik dla pracowników Nokii odbywający się na błoniach zamku Topacz. Po pierwsze więc musieliśmy przygotować nadruk okolicznościowy na balonach. Tu miałem duże obawy, gdyż przygotowana grafika zawierała takie jakby przetarcia na literkach, co mogło w wypadku nadruku pozlewać się w jednolitą powierzchnię. Na szczęście, dzięki temu, iż nasi partnerzy dysponują wysokiej jakości maszynami drukującymi malowanie balonów, wyszło idealnie. Pozostało więc tylko spakować się i o świcie pojawić na miejscu imprezy. Aura w tym roku nas nie rozpieszcza, więc możecie wyobrazić sobie o czym mówię. Pochmurno, zimno i na dodatek wiatr. Pompowaliście kiedyś balony na wietrze?! Jeżeli nie, polecam eksperyment, weźcie balonik i połóżcie go na trawniku w wietrzny dzień. A teraz pomnóżcie ilość trawników, żeby stworzyły wielką polanę, po której wiatr kula kilkaset balonów. Pomiędzy tym wszystkim biegamy my, skręcając balony w girlandy i ganiając te porwane przez wiatr. Kiedy zostały już ułożone, przyszło mierzyć się z kolejnym wyzwaniem – jak przymocować je do sceny, skoro one najchętniej poszybowały by z wiatrem nad miastem. Ale mamy dużo determinacji i grubą żyłkę. Girlandy zostają powiązane do konstrukcji sceny. Możemy przenieść się do namiotu technicznego, gdzie mamy przygotować kolejną atrakcję: balony z nadrukiem na patyczkach. Jednak w namiocie technicznym nie ma prądu. Rozwiązanie problemu wydaje się proste – trzeba znaleźć elektryka. Zaczyna się więc bieganie, wydzwanianie, przepytywanie. Ktoś go widział, jak szedł w tamtą stronę, ale kolejny przepytywany wskazuje dokładnie przeciwną. Rozdzielamy się podążając kolejnymi tropami. I w końcu sukces – mamy prąd. Czym prędzej montujemy więc naszą pompkę i zaczyna się pompowanie, i zakładanie. Prawie że jak automaty – balon do pompki i na patyczek, i następny, i następny. Hałda balonów rośnie, kiedy pojawiają się hostessy i zabierają część balonów. Więc dmuchamy dalej, balon, patyczek, patyczek, balon… Na piknik zaczynają przybywać pierwsi goście. W raz z nim aktywują się animatorzy – radosny klaun i klaunica (a może klaunowa albo klaunówna czy też po prostu pani klaun) na szczudłach. Zabierają i rozdają. A ludzi coraz więcej i więcej, więc rozdają coraz szybciej. Zaczynamy im pomagać robiąc przerwy na dmuchanie donosimy klaunom świeże porcje ślicznych baloników na patyczkach. I tak dmuchamy i zakładamy, aż ostatni balon nie zostanie założony na patyczek. Kiedy dzieło jest skończone, pozostaje nam posprzątać nasze stanowisko, poskładać sprzęt i pożegnać się z organizatorami i już możemy pędzić obalonować kolejną imprezę.